Alan Moore. WywiadyWeekend domknąłem lekturą książki „Alan Moore. Wywiady”, świeżo wydanej nakładem wrocławskiej oficyny Miligram. Bill Baker, autor trzech wywiadów zawartych w zbiorze, odpalił gawędziarski ciąg Moore’a, z którym sam z dziką rozkoszą wychyliłbym browara. Bo jak już się rozkręci, to leci tematycznym autostradami po całym wszechświecie i godziny lecą niepostrzeżenie. Najwięcej tu rzecz jasna o ukochanym medium Moore’a — komiksie: inspiracjach, pracy nad kształtowaniem jego dojrzalszej wersji, smutnych wniosków dotyczących skurwienia w korporacyjnym przemyśle wydawniczym i próbach przełożenia jego scenariuszy na język filmu. Moore jest bezkompromisowy i swoim nieelastycznym moralnie kręgosłupem wzbudza mój szacunek. Hail dla nadzwyczajnego dżentelmena!

Ukłon również dla wydawcy, bo tak patrząc po nazwiskach w stopce, polska edycja to zasługa pasjonatów. A jak to z pasjonatami bywa, więcej tu chęci i czasem mniej umiejętności. Nie żebym się przypierdalał, ale redakcja książki potrafi przytrafić o ból jąder. To wywiad, więc zrezygnowałem z cichej kontemplacji i całą książkę przeczytałem na głos. I wtedy wylazły wszystkie niedostatki – sztuczność i kalki żywcem przeniesione z języka angielskiego. Może należało mniej się śpieszyć z wydaniem? Nie wiem i nie ma to już teraz znaczenia, bo książka jest w sprzedaży.

To takie moje małe smęcenie, ale książka jest warta przeczytania. Tak na raz. A do komiksów Moore’a można wracać po wielokroć.