CzemuNie

Kategorie
C

Dolce vita, czyli wypchaj cycki watą

.:: rekla­ma ::.

Let­ni upał przy­le­pił się do majo­wej War­sza­wy. Niczym Mar­cel­lo Mastro­ian­ni w „Dolce Vita”, zde­cy­do­wa­li­śmy się z Zychem zjeść obiad pod fon­tan­ną w par­ku. Sce­no­gra­fie zmie­nia­ły się rów­nie sur­re­ali­stycz­nie co u Fede­ri­co Fel­li­nie­go. Zamiast rzym­skiej fon­tan­ny Tre­vi, mały wodo­trysk na Pra­dze Połu­dnie, jak pies z cho­rym pęche­rzem sika­ją­cym w górę nie­zdar­ny stru­my­czek wody.

- Eeeee, cho­oopa­ki! — macha­ją do nas dwa stu kilo­we mon­stra, falu­jąc spa­lo­ny­mi słoń­cem cyc­ka­mi — Cho­oć­cie śje­eee opa­lać!

W poszu­ki­wa­niu nasze­go słod­kie­go życia zmy­ka­my na ław­kę koło wody, ale tam dopa­da nas kosz­mar. Zamiast oni­rycz­ne­go pięk­na Ani­ty Ekberg, do fon­tan­ny paku­ją się dwa dopie­ro co wymi­nię­te kasza­lo­ty. W tym przy­ma­łym base­ni­ki wyglą­da­ją jak dwa wyrzu­co­ne na brzeg oce­anu wale­nie, roz­pacz­li­wie potrze­bu­ją­ce pomo­cy.

- Zadzwoń­my po Gre­en Peace. — Zychu odwra­ca wzrok i natych­mia­sto­wo prze­cho­dzi mu ocho­ta na saj­gon­ki.

Ja pier­do­lę! Pew­ne­go dnia zrzu­cę tu bom­bę ste­ry­li­za­cyj­ną — myślę sobie.

Gato

Doktor zhabilitowany w dziedzinie hedonistyki stosowanej. Dzięki wchłonięciu opium magnum subgeniuszyzmu wszedł na drogę transgresji, gdzie spotkał Jedyną i Prawdziwą Boginię, Eris. Od tego momentu nieustannie zmienia fryzury, wagę, figurę, skarpetki, tunele mentalne, zawody i adresy.

Jedna uwaga na temat “Dolce vita, czyli wypchaj cycki watą”

    • zychu # 2011/05/26 at 16:54 Odpowiedz

      to już sta­rą, śmier­dzą­cą wątrób­kę lepiej wspo­mi­nam na IVp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.