Hańcza miesiąc indziej
Zero pączków, zero kwiatów, szesnaście odcieni szarości. Wiosna gdzieś bardziej miesiąc później. Tak właśnie wyglądały Suwałki w zeszły weekend.
Premierowe nurkowanie tego roku w Hańczy wycisnęło resztki ciepła z mojego ciała. Woda trzy stopnie Celsjusza, w odmętach martwa ryba z groteskowo wyciśniętym na wierzch pęcherzem, ból ścinanego białka i napływające zewsząd sygnały: „Przeżyć! Przeżyć! Przeżyć!”.
Z tej perspektywy bardziej zrozumiałe stają się miejscowe pasje kulinarne. Błaskowizna nad Hańczą to miejsce, gdzie ludzie powoli i nieustannie morfują do postaci kartacza, ziemniaczanej bryły wytopionej w tłuszczu i suto podlanej pecyną zwierzęcego łoju. Cepelin — forma pozwalająca trwać w polodowcowej pustyni. Natura niczym rzeźbiarz przeistacza autochtonów w elipsowate stwory, usuwając zbędne elementy — szyję, pachwiny, uda i łydki.
Nienawidzę kartaczy! Znikam dziś do Afryki odzyskać utracone ciepło i wiosnę w duszy.
| Ten wpis został napisany przez Gato na 2011/04/19 o 05:52, i jest w kategorii Samo życie. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |




Bill Hicks
Death In June
Erowid
Hunter S. Thompson
I Liq Chuan