To nie jest kraj dla uśmiechniętych ludzi
Zaatakował mnie pies na Polach Mokotowskich. Skurwiel wybiegł mi zza placów, próbując pozbawić dwugłowego uda, ale po gwałtownej szarpaninie odbiegł wyłącznie z boczną kieszenią moich bojówek. Dzień później zorientowałem się, że wraz z kieszenią pozbawił mnie też dokumentów, które wyleciały sobie cicho i odtąd ich energia żyje własną, nieznaną mi historią.
Bywa. Życie w pigułce. Uśmiechnij się, Gato. Przedmioty przychodzą, równie łatwo odchodzą i nie mamy na to żadnego wpływu. Pozostało mi tylko poszukać sobie nowej, potwierdzonej urzędowo tożsamości.
Szybko przekonałem się, że uśmiech to zły pomysł. Wybrałem się do fotografa, by zrobić sobie zdjęcie do nowego paszportu. Do fotela podszedł zapracowany człowiek z ProLabu, wyrwany od swojego skanera i cyfrowych światów.
- Proszę się nie uśmiechać. – strofuje mnie, po kolejnej serii w trakcie sesji zdjęciowej.
- Nie mogę. Ja mam taką twarz. – odpowiadam, na co fotograf pokazuje mi wzorzec zdjęć paszportowych.

Faktycznie. Na plakacie straszy mnie słowiańska blondyna o wyrazie twarzy, jakby dokładniej w tej chwili kosmici założyli jej sondę analną. Odwracam się do fotografa, zarośnięty jak terrorysta czeczeński i spinam pośladki przed obiektywem, starając się choć na moment wiernie odwzorować wpojoną mi właśnie lokalną, nadwiślańska zasadę:
to NIE jest kraj dla uśmiechniętych ludzi.
| Ten wpis został napisany przez Gato na 2011/05/16 o 11:34, i jest w kategorii Samo życie. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |




Bill Hicks
Death In June
Erowid
Hunter S. Thompson
I Liq Chuan
około 1 lat temu
cóż… miałam to samo ostatnio.
Po 12 próbie zrobienia wstrętnego, nienaturalnego portreciska – poddałam się. Przyjdę innym razem.
około 1 lat temu
PaszPOPartowa fotka – to jedyne rozsądne wyjście
około 1 lat temu
Nie można się nie zgodzić. To nie jest kraj uśmiechniętych ludzi, dlatego dla społeczeństwa gdy się uśmiechasz jesteś albo sprawcą jakiegoś okrutnego dowcipu albo akurat szczęśliwie naćpanym obywatelem. Jest jeszcze opcja mentalnych inaczej którym wystarczą klocki i klaskanie. Czasami im zazdroszczę.
Powiem szczerze że z perspektywy czasu lubię gubić rzeczy, sprawia mi to radość, uczucie że coś co nie ma w sumie większego wpływu na moje życie a raczej gdy nagły brak tej rzeczy wywołuje u mnie stan poddenerwowania i irytacji nie pozawala mi zapomnieć, że jestem tylko człowiekiem.. Na siłę trochę wepchniętym w ryzy normalności, uzależniony od materialnych przyjemności i prawdę mówiąc duchowo mały, słaby, skromny i jakiś taki skulony. Zawsze jednak oszukam się jakoś sprytnie że to nie prawda i sam fakt że to pisze pokazuje piękno całej tej zabawy:) Do boju komary a ja będę klaskać.
około 1 lat temu
Obciągający umysł komentarz. Wielkie dzięki
Takie sytuacje przypominają mi swoje wirusowe przywiązania do nieistotności. Ot, takich jak dokumenty i fałszywe tożsamości. To jak glan od Chao, które mruczy: „Spokojnie, Gato. Naucz się cieszyć porażką. Nie jesteś pierdolonym faraonem i nikt twoich gratów nie zsypie do piramidki z kamienia.” Być może ten pies to kontynuacja wydarzeń sprzed kilku miesięcy, gdzie przez trzy dni wywalałem na śmietnik ołtarzyki mojej przeszłości: kolumny, książki, stary skaner, garnitur, rachunki za telefon których nigdy nawet nie otworzyłem…
Coraz mniej, coraz szczęśliwiej. Zostaw, odpuść, wyluzuj – to moja lekcja z tej akcji.