Zdobywcy
Oglądam sobie strony trekkingowe, przerzucam książki o górach, zajrzę czasem do sklepu, gdzie dostaniesz wszystko trekkingowe: trekkingowe podpaski, trekkingowe stringi i trekkingowe zegarki z miliardem opcji, których znaczenia nigdy nie pojmę.
Fotka ze szczytu — roześmiane mordy trzymające kolorowy totem zwierząt człekokształtnych. I tak sobie myślę, że na wyprawę z Rafałem też powinniśmy zabrać jakąś szmatę. Inaczej nie będziemy wiarygodni w środowisku zdobywców wszechświata. Zajeżdżą nas jak dzikie świnie, jeśli nie pojawimy się na szczycie choćby z trupią czaszką rodżera.
A w tle, całej tej popieprzonej akcji, będzie się wszystkiemu ze stoickim spokojem przyglądał miejscowy dziadyga, z petem przyklejonym do mordy, który wspina się tu codziennie w kapciuchach, na wystruganym kiju i wypasa kury.
Zdobywcy, kurwa mać…
| Ten wpis został napisany przez Gato na 2011/03/26 o 19:26, i jest w kategorii Samo życie. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |




Bill Hicks
Death In June
Erowid
Hunter S. Thompson
I Liq Chuan
około 1 lat temu
Totemy zdobywcze naładowane sa tajemniczą mocą eradykacji wszystkiego co wydarza się pomiędzy- pomiędzy wyruszeniem, a przybyciem. Flagi i zdjęcia spłaszczają wszystko w rezonujący smutną szarością wieczorek podróżniczy. Powycierane stoliki i rozsypany popiół w podrzędnej knajpie. NIe warto. Lepiej wejść na któryś z tych szczytów które mają 7999 metrów i nie mają nawet nazwy. Usiąść i rozejrzeć się dookoła.