Oglądam sobie strony trekkingowe, przerzucam książki o górach, zajrzę czasem do sklepu, gdzie dostaniesz wszystko trekkingowe: trekkingowe podpaski, trekkingowe stringi i trekkingowe zegarki z miliardem opcji, których znaczenia nigdy nie pojmę.

Fotka ze szczytu — roześmiane mordy trzymające kolorowy totem zwierząt człekokształtnych. I tak sobie myślę, że na wyprawę z Rafałem też powinniśmy zabrać jakąś szmatę. Inaczej nie będziemy wiarygodni w środowisku zdobywców wszechświata. Zajeżdżą nas jak dzikie świnie, jeśli nie pojawimy się na szczycie choćby z trupią czaszką rodżera.

A w tle, całej tej popieprzonej akcji, będzie się wszystkiemu ze stoickim spokojem przyglądał miejscowy dziadyga, z petem przyklejonym do mordy, który wspina się tu codziennie w kapciuchach, na wystruganym kiju i wypasa kury.

Zdobywcy, kurwa mać…